

| globtroter.tv |
| Archiwum | ||
|
Na zdjęciu satelitarnym Afryki w środkowo-wschodniej części kontynentu widać potężny masyw. To najeżona grzbietami, pasmami i łańcuchami górskimi Wyżyna Abisyńska. Naturalna forteca, zamieszkana przez niezwykle dumnych i pewnych siebie ludzi, niepokonanych przez tysiące lat. Etiopia – Tybet Afryki.
Niepublikowany wcześniej, ilustrowany zdjęciami pamiętnik autora pierwszego w historii zimowego wejścia na szczyt Mt. Everestu. Z radości, że znów czuję stopy (o Boże! Jak niewiele czasem człowiek oczekuje od życia!), mijam Jurka. Wpadam w trans - rak lewy, uderzenie czekanem, rak prawy i tak tysiące razy. O niczym nie myślę, Jurek pewnie też.
Jak się zdobywa najwyższy szczyt Europy, czyli 18511 stóp nad ziemią. Czujemy, że temperatura spadła grubo poniżej 0 stopni C. Ściany namiotu przypominają arkusze kartonu, które mają się za moment złamać pod wpływem ciśnienia. Zakładamy na siebie wszystko, co mamy do ubrania, jemy pożywne śniadanie, kawa i ok. trzeciej rano ruszamy. Nad nami rozgwieżdżone niebo, a dookoła przeszywające zimno.
Pierwsza część praktycznego poradnika robienia zdjęć. Każdego dnia dziesiątki fotografii lądują w koszu. Przez kontrast. Ten jeden czynnik potrafi całkowicie zniweczyć najlepszy artystyczny zamysł. Ale może też dodać zdjęciu walorów i podkreślić siłę wymowy. Obok kompozycji jest najważniejszą częścią składową każdej fotografii. Jak ujarzmić tę "bestię", by swą mocą służyła fotografowi? Co zrobić, by panować nad kontrastem?
Młynarz – człowiek, który ujarzmił wiatr - wzbudzał niepokój. Cieszył się we wsi poważaniem, ale w opinii chłopskiej uchodził za osobę sprzymierzoną z piekłem lub innymi tajemnymi mocami - najczęściej nieczystymi. Młynarz – człowiek, który ujarzmił wiatr - wzbudzał niepokój. Cieszył się we wsi poważaniem, ale w opinii chłopskiej uchodził za osobę sprzymierzoną z piekłem lub innymi tajemnymi mocami - najczęściej nieczystymi.
Jest blisko, jest wysoko, jest śnieg. Są wyciągi i są długie trasy. Pozostaje tylko zapakować narty i pojechać. Do Austrii. Jest blisko, jest wysoko, jest śnieg. Są wyciągi i są długie trasy. Pozostaje tylko zapakować narty i pojechać. Do Austrii.
Od kilku dni suniemy postrzępioną kolumną samochodów przez bagienną dolinę Kaukazu, słysząc co pewien czas trzaski i przekleństwa w radiu. Właściwie pełzniemy w błotnej mazi ze średnią dobową prędkością 1,5 km/h, starając się wydostać z zielonego tunelu, którego sklepienie uniemożliwia nawiązanie jakiejkolwiek łączności ze światem, nawet przez arabskiego satelitę. Koleiny wyżłobione przez monstrualne opony wojskowych urali stają się szybko naszym głównym wrogiem, a na obudowach wyciągarek można smażyć tosty. Ktoś spokojnym głosem nadaje przez CB, że Wojtek z Pawłem zsunęli się do jamy z wodą i nabierają górą wody. Spokojnie, poradzą sobie – ważne, że lodówka działa. Poprzedniego dnia posępna kaukaska ściana wpompowała nam do środka kilkadziesiąt litrów szlamu, odbijając falę wypływającą spod baloniastych kół rozpędzonego przed głęboką przeszkodą nissana patrola - teraz nic nas nie dziwi. Nawet to, że po pokonaniu czterdziestego któregoś brodu, na masce toyoty Adama odnajdujemy żywą rybę, a po lewej, jak okiem sięgnąć, ciągną się pokryte zielonym kożuchem moczary. Dobrze, że komarów mało. Aż trudno uwierzyć, że kilkadziesiąt kilometrów stąd, na zachód, tuż za niedostępnym kaukaskim pasmem, znajduje się tętniące życiem wybrzeże Morza Czarnego z plażami, dyskotekami i delfinariami – jeden z najlepiej rozwiniętych turystycznie obszarów Rosji.
Felietony specjalnie dla „Globtrotera” pisze Autor powieści i opowiadań, scenarzysta filmowy („Pręgi”), grotołaz, laureat Literackiej Nagrody Nike 2004 i Paszportu „Polityki” 2003. Dwa tygodnie poza światem, w Transylwanii, bez prądu, łączności z cywilizacją asfaltów, bez wody ciepłej, z końmi dziko się pasącymi, bezkresnymi płaskowyżami i krasem, o jakim dotąd tylko mi się śniło. Im dłuższy i bardziej syty pobyt na manowcach, tym silniejsza potem depresja powrotowa.
“Gate to Indochina” (Brama do Indochin) – taki napis wita mnie, gdy wyjeżdżam z Tajlandii. Na portowym nabrzeżu tłoczy się tłum właścicieli... ...małych łódeczek, którzy za pół dolara przewiozą każdego na drugi brzeg Mekongu do miasteczka Houay Xai. Pakuję się do łódki i po kilku minutach melduję się na granicznym posterunku już po stronie laotańskiej. “Sabaidee!” – wita mnie urzędnik stemplujący mój paszport. Z dokumentami w dłoni i uśmiechem na twarzy jestem gotowy na podbój Laosu.
Jadąc międzystanową „dziewięćdziesiątką” przez Południową Dakotę, zjedź na chwilę z autostrady. Wylądujesz na księżycu i przez kilka następnych godzin nie będziesz chciał wracać na ziemię. A jeśli znajdziesz oazę, może zostaniesz tu jeszcze dłużej. |
||
| W numerze również: | ||
|
Na okładce „Globtrotera” widzicie fragment etiopskiej ikonografii pokrywającej sufit kościoła Birhan Selassie w Gonderze. Etiopia nieprzerwanie od IV wieku n. e. jest krajem chrześcijańskim– to ewenement nie tylko w skali Afryki, ale tez całego świata. W tym numerze poświęcamy Etiopii sporo miejsca, i wierzcie, było warto… Ponadto wchodzimy na Elbrus, jedziemy terenowymi samochodami w głąb Kaukazu i poznajemy Laos. Nie zapominając o Polsce zabieramy Was na wschodnie rubieże naszego kraju – do krainy sokólskich wiatraków. Rozmawiamy z Wojciechem Cejrowskim. Oprócz tego w Globtroterze znajdziecie dziennik Krzysztofa Wielickiego, felieton Wojciecha Kuczoka oraz porady: medyczne, fotograficzne, sprzętowe. |
||
| Dostępność numerów | ||
|
Nakład numeru 3, 4, 9, 13, 14, 17 oraz 18 jest wyczerpany. Pozostałe numery są dostępne. |
||
| Nasi Partnerzy | ||
| Patronaty [wszystkie] | ||